Ściana DIY i kilkaset złotych w kieszeni.

dekoracje ścienne

   W poniedziałek opublikowałam post dotyczący dekoracji ściennych, które możesz wykonać samodzielnie, niewielkim lub zerowym kosztem (nie licząc oczywiście czasu i odrobiny wysiłku fizycznego). Akurat tak się złożyło, że wieczorem tego samego dnia postanowiłam, że w końcu odmienię przedpokój w swoim mieszkaniu. Chcę podzielić się z Tobą efektami tej pracy i tym samym pokazać Ci, że w dwie godziny samodzielnie możesz zrobić "efekt wow" w swoim "m". Zapraszam do krótkiej lektury!

(Jeszcze małe wyjaśnienie co oznaczy "DIY"- wyrażenie z j. angielskiego, skrót od "do it yourself", czyli zrób to sam(-emu))

1. Jak było wcześniej? 



   Nieco ponad rok temu udało nam się z mężem kupić mieszkanie w kamienicy, w centrum Gdańska, a więc przestrzeń, którą zastaliśmy nie była "czysta"- niewykończona- jak jest to w przypadku mieszkania od dewelopera. Mieszkanie wtórne ma w sobie ten plus, że od razu można się do niego wprowadzić. Nasze lokum było w bardzo dobrym stanie i zmiany wprowadzaliśmy (i nadal wprowadzamy!) stopniowo.
Przedpokój jest bardzo niewielki (nie ma w nim nawet miejsca na szafę) i zmieściła się tu tylko nieduża szafka na buty oraz trzy wieszaki ścienne na odzież wierzchnią (nie było nawet miejsca na lustro). Na podłodze szare płytki, ściany pomalowane "prawiebiałą" farbą, oczywiście z zabrudzeniami od butów i kurtek. Mimo niewielkiej przestrzeni i przez to niewielkiej ilości pracy, jaka przypadała na przedpokój, najpierw zajęliśmy się wnętrzami, w których spędzamy większość czasu. Czas na przedpokój przyszedł w miniony poniedziałek!

2. Pomysł na zmianę.


   Wstępnie myślałam o tapecie- na jednej ścianie, bo trzy pozostałe to czworo drzwi... Wzór i kolorystyka miały pasować do charakteru wnętrza salonu i przyszłej kuchni. Wybrałam kilka wzorów w odcieniach beżu, przygaszonego różu, z motywem roślinnym... Zmiany miałam dokonać już kilka miesięcy temu, ale nastał czas pandemii- markety budowlane i "wnętrzarskie sklepy" pozamykano i pomysł odłożyłam na później. Jednak postanowiłam zaryzykować i zamówić tapetę przez Internet, bez wcześniejszego oglądania jej na żywo. Zamówiłam! Przesyłki spodziewałam się za 3-4 dni...no maksymalnie za tydzień. W mailu wiadomość: "przewidywany termin doręczenia [...]" za dwa tygodnie... Poczekam. Kolejny mail: "przewidywany termin doręczenia za" (kolejne)- cztery tygodnie... Zrezygnowałam z zamówienia. I tak na konto wróciło do mnie ponad 400 zł, a braku przesyłki wcale nie żałowałam. Dobrze, że tak się stało, bo do wybranego wzoru nabrałam wątpliwości po kilku dniach :)

3. Ściana DIY- kolejny pomysł, szybka decyzja i realizacja.


   Szybkiemu podjęciu decyzji w zmianie przedpokoju (w wybrany już nowy sposób) sprzyjały dwie sprawy: zbliżający się czas bardziej wymagającego remontu kuchni oraz chwila wolnego czasu wieczorem. Jak wspominam w swoim poście o szybkich zmianach w domu, jednym z nich jest malowanie. Jeśli masz w piwnicy (w garażu, na strychu...) farbę z poprzedniego malowania, możesz wykorzystać ją ponownie w dekoracji innego pomieszczenia. Tak też właśnie zrobiłam! Pół puszki szarej farby, którą użyliśmy w gabinecie (zwanym przez nas "pokojem pracy") przydało się i wystarczyło (a nawet jeszcze zostało!) do pomalowania przedpokoju. Ale! Nie pomalowałam całej ściany od posadzki do sufitu; kolor jest trochę ciemny- pasuje do płytek, ale to rozwiązanie byłoby nieco przytłaczające dla tego małego wnętrza. Do malowania nie potrzebowałam pędzli, a... zmywaka do naczyń! Pomysłem okazało się wykonanie powtarzalnego wzoru za pomocą "stempla"- krótszego boku gąbki. Wykonane od ręki- bez wykreślania linii i podziałów.
Stemplowanie zaczęłam od góry. Mąż nie spodziewał się tego, co planuję i z początku był sceptyczny, widząc tylko wzór w dwóch górnych liniach. Ale efekt końcowy, zwłaszcza po dodaniu obrazków i lusterka oraz po ustawieniu szafki i wazonu miło go zaskoczył. Ściana sprawia wrażenie pokrytej tapetą. Każdy mały prostokącik jest inny od sąsiadującego i nie zawsze przypada równo pod tym na górze/na dole. Dzięki temu wzór jest unikalny i ma większą wartość (widać, że wykonany jest odręcznie).


   Dwie ( i pół) godziny pracy, łącznie z robieniem relacji fotograficznej i przedpokój zmienił się o 180 stopni! Niewielka przestrzeń wydaje się teraz być większa i zdecydowanie bardziej przytulna. Co prawda, nie ma w nim miejsca na odzież wierzchnią, ale tę przenieśliśmy w inne miejsce. Jestem (jesteśmy!) bardzo zadowolona z efektu końcowego... i ta satysfakcja, że zrobiłam to sama :)
   I jak podoba Ci się taka własnoręczna dekoracja ścienna? Zachęcam do spróbowania! A jeśli odważysz się, "wystemplujesz" ścianę, a końcowy efekt Cię nie usatysfakcjonuje, pamiętaj, że zawsze możesz wtedy zamalować całą ścianę :)

PS W kolejnym poście druga część pomysłów na ozdobienie ścian.

Komentarze